Październik tej jesieni jest dla nas bardzo łaskawy, jeśli chodzi o aurę. Dlatego w słoneczne niedzielne popołudnie wybraliśmy się na dłuższą tym razem wycieczkę rowerową. Postanowiliśmy pojechać od "dworku do dworku", tzn. z naszego pliszczyńskiego dworku aż do dworu w Podzamczu koło Mełgwi. W jedną stronę ponad 20 km drogi. Pojechaliśmy w kierunku Bystrzycy, a stamtąd przez Łuszczów, długą prostą drogą, niemal wciąż wznoszącą się lekko pod górę, aż do Janowic i wreszcie do Mełgwi. Już z daleka da się zobaczyć smukły neogotycki kościół św. Wita z początków XX wieku. Obecnie fronton jest poddany renowacji i zasłonięty rusztowaniami. Kościół pięknie się prezentuje od strony stawu, położonego na wjeździe do miejscowości. Na krótko zatrzymaliśmy się w kościele, aby pozdrowić Pana Jezusa i choć krótko się pomodlić. W przedsionku wzrok przykuwają kropielnice, trzymane przez anioły.

Niedaleko od Mełgwi w stronę Piasków natrafiamy na dwór w Podzamczu, otoczony parkiem. Obecnie znajduje się tu szkoła podstawowa. Niestety, budynek jest dość zniszczony, okalający go park zaniedbany. Uświadamiamy sobie, ile pracy wkładamy w nasze obejście w Pliszczynie, aby było ładnie i by nasi goście zabierali stąd miłe wrażenia. Tutaj trochę brakuje zaradnego gospodarza, a szkoda, bo miejsce ma swój urok. Więcej o dworku – zobacz.

Wracamy do domu inną drogą, trochę kluczymy, jedziemy przez Jacków, obok lotniska w Świdniku, potem przez Świdnik Duży Drugi, drogą przez las i tak docieramy do Turki. Stad już droga znana. Szczęśliwie, choć trochę zmęczeni docieramy do Pliszczyna. Udało się zrobić prawie 50 km. Dobra zaprawa i udany relaks. Nabraliśmy smaku na przyszłość. Jeśli pogoda dopisze, z pewnością wyprawimy się znów na rowerach w innym kierunku. A okolice Pliszczyna są urokliwe.