Jest to nasza pierwsza przeprowadzka w ramach krótkiej kariery zakonnej. Pozostały ostatnie pożegnania z paniami z kuchni i pralni, a także ze wspólnotą księży. Zjedliśmy pysznego torta orzechowego i dobre lody. To będą nasze słodkie wspomnienia ostatnich chwil spędzonych w domu, gdzie wchodziliśmy cierpliwie w arkana sercańskiego życia. Na ścianie naszej sali rekreacyjnej zawisło pośród innych również nasze małe tablo pamiątkowe. Troszkę z przymróżeniem oka, ale staraliśmy się przecież "wystąpić w dobrych zawodach", jak św. Paweł.

Noc z soboty na niedzielę była krótsza niż zwykle, bo jeszcze tyle drobiazgów do załatwienia na liście spraw... Po rannej mszy świętej w niedzielę wzruszenia przy krótkim pożegnaniu i wyjazd do Stopnicy. Wolno oddalaliśmy się od Pliszczyna, a potem, im bliżej Stopnicy, wzrastały nasze emocje, niepewność, jak to będzie na nowym miejscu.

Po przejechaniu żelaznej stopnickiej bramy niespodzianka: czekała na nas niemal cała wspólnota. Bracia nowicjusze przygotowali miłe przywitanie. Posadzili nas na królewskich tronach i wręczyli królewskie atrybuty władzy: swoiste berła (grabie i szczotkę do wc), jabłka, jako zapowiedz naszej przyszłej władzy - nad ogrodem, nad porządkami. Damy radę, bo przecież mamy za sobą solidne przygotowanie postulanckie. I wreszcie przejście na pokoje, czyli do naszych zakonnych cel. Na szczęście to co widać na zdjęciu to tylko żart braci nowicjuszy. Prawdziwe pokoje nie są za duże, ale bardzo przytulne. Jesteśmy znów u siebie. Uroczyste przyjęcie do nowicjatu odbędzie sie podczas wieczornych niedzielnych nieszporów. Do nowicjatu przyjmie nas wikariusz prowincjalny, ks. Sławomir Knopik SCJ. Po dwóch tygodniach nowicjusze wyjadą do seminarium, a my staniemy się samodzielni. Rozpoczyna się zatem kolejny etap naszego przygotowania do zakonnego życia. Wchodzimy weń z nadzieją i radością.